Pewnego dnia zapragnęłam nauczyć się jazy na desce snowboardowej. Widziałam wiele snowboardzistów tak miękko i gładko zjeżdżających po śnieżnych stokach. Byłam pewna, że to coś dla mnie i zapewne i ja będę jeździć z taką gracją. Nie wiedziałam wówczas jak bardzo się myliłam.

Narty są jednak inne

nartyKtóregoś dnia na stoku w końcu zdecydowałam się wypożyczyć deskę. Od dawna jeździłam na nartach więc stwierdziłam, że żadne instruktor czy szkółka narciarska nie są mi potrzebne. W końcu nie może to być nic trudnego skoro tyle osób nauczyło się jeździć. Stanęłam na szczycie wpięłam się w wiązania i ruszyłam. Jednak okazało się, że to coś zupełnie innego niż narty Czarna Góra, a do tego nie mam zielonego pojęcia jak tym zahamować! Byłam naprawdę przerażona. Po pierwszej przewrotce, na szczęście kończącej się tylko siniakami na kolanach, natychmiast wypięłam się z deski i powędrowałam do najbliższej szkółki narciarskiej w Zieleńcu. Jazdy uczyliśmy się w 8 osobowej grupie, a nasz instruktor był prawdziwym profesjonalistą. Pomimo takiej liczby podopiecznych, u każdego potrafił wypatrzeć indywidualne błędy. Po 3 dniach lekcji bez problemu potrafiłam przejechać zielone szlaki i te prostsze czerwone. Nie mogę się doczekać już przyszłego sezonu, kiedy przymierze się do szlaków w Czarnej Górze.

Jestem przekonana, że czeka mnie tam nie jedna wywrotka mimo to, zupełnie się nie zniechęcam, gdyż uwielbiam wyzwania. Ciesze się, że jednak skorzystałam z tej szkółki narciarskiej, gdyż ominęłam wiele błędów technicznych, których z biegiem czasu trudno byłoby mi się oduczyć.