Mój ogródek ostatnio przechodził przez wszystkie możliwe katastrofy. Zaczęło się od tego, że na dworze był taki upał, że poza standardowym podlewaniem musiałam się jeszcze zajmować dodatkowym nawadnianiem, bo inaczej wszystko by mi uschło.

Centrum ogrodnicze nie udzieliło mi porady

centrum ogrodniczeByło to bardzo kłopotliwe, bo tylko przychodziłam z pracy i już musiałam udać się na działkę, żeby się tym zająć. Zamiast odpoczywać w chłodnym domu musiałam się zajmować roślinami. Poza tym, moje drzewka owocowe zostały zaatakowane przez szkodniki. To że szpaki zjadają mi czereśnie, to już się do tego przyzwyczaiłam, choć nadal nakładam na gałęzie butelki, bo je trochę odstrasza i jednak część owoców trafia do mnie. Najgorzej było jednak to, ze coś zaczęło mi zjadać drzewka owocowe. Liście były całkiem przeżarte, a i pień zaczął wyglądać inaczej. Nie wiedziałam co z tym zrobić. Centrum ogrodnicze nie powiedziało mi nic na temat najczęstszych chorób takich drzewek, więc musiałam sama się wszystkiego dowiedzieć. W okolicy miałam też sklep ogrodniczy, ale oni powiedzieli, ze jeśli tego nie zobaczą, to nie mogą stwierdzić co to takiego, a nie mogą odejść ze stanowiska pracy. W pewien sposób ich rozumiem, ale też zajęłoby im to pewnie góra minutę, i mogłabym dać im zarobić na środkach ochrony roślin. Zdecydowałam się, że moim kolejnym krokiem będzie odwiedzenie kolejnego miejsca na mapie ogrodniczej Białegostoku, czyli szkółka drzew i krzewów.

Myślałam, że tam się czegoś dowiem, ale niestety nie mieli oni żadnych środków ochrony. Przynajmniej wiedzieli co to takiego i powiedzieli, że pobliska szkółka krzewów ozdobnych będzie miała coś dla mnie. Tak faktycznie było i tam kupiłam opryski na szkodnik, które zniknęły od razu.

Kategorie: Zakupy